Skip to main content
Nowa Zelandia podczas COVID — jak naprawdę wyglądały podróże

Nowa Zelandia podczas COVID — jak naprawdę wyglądały podróże

Napisane przez · founder, ex-DOC Great Walks guide
20 sierpnia 2020

Kraj, który ucichł, a potem — na chwilę — nie

Do sierpnia 2020 roku Nowej Zelandii udało się coś, czego większość świata nie osiągnęła: granice były zamknięte, ale wewnątrz kraju wyeliminowano lokalne zakażenia. Maseczki nieobowiązkowe, restauracje w pełni otwarte, loty krajowe w kursie. Okres Alert Level 1 następujący po strategii eliminacji był niezwykłym oknem — kraj prowadzący coś zbliżonego do normalnego życia, podczas gdy reszta świata tkwiła w różnych stadiach lockdownu.

Dla Nowozelandczyków były to podróże krajowe na niespotykaną dotąd skalę. Dla nielicznych międzynarodowych turystów już przebywających w kraju było to dziwne doświadczenie obserwowania, jak Nowa Zelandia odkrywa siebie na nowo.

Jak wyglądało Queenstown bez tłumów

Queenstown w sierpniu to normalnie sezon narciarski — wysokie sezony. Miasto wypełnia się Australijczykami, Japończykami, garścią Europejczyków i Amerykanów. Operatorzy przygodowi pracują pełną parą. W sierpniu 2020 roku granice były zamknięte i żaden turysta zagraniczny nie przyjeżdżał.

Pozostało miasto lokalnych mieszkańców i nowozelandzkich turystów krajowych. Kolejki przed Fergburger, słynne w normalnych czasach z owijania się wokół budynku, były do opanowania. Zakwaterowanie taniało gwałtownie — hotele mid-range, które w normalnym sezonie narciarskim kosztowały NZD 280 za noc, były za NZD 140–180. Niektórzy operatorzy przygodowi obniżyli ceny, by przyciągnąć rynek krajowy nieprzyzwyczajony do typowych cen z Queenstown.

Góry były wciąż tam. Coronet Peak działało ze znakomitym wczesnosezonowym śniegiem. The Remarkables otworzyły się zgodnie z planem. Doświadczenie narciarstwa w Queenstown bez tłumów lotniskowych było w większości praktycznych aspektów naprawdę lepsze — poza tym, że restauracje serwowały okrojone menu, a niektóre firmy działały w ograniczonym zakresie.

Pustka była zarówno niesamowita, jak i spokojna.

Co stało się z firmami turystycznymi

Wpływ na nowozelandzką branżę turystyczną był dotkliwy i nierównomiernie rozłożony. Queenstown, które w bardzo dużym stopniu czerpie dochody od turystów zagranicznych, ucierpiało bardziej niż Wellington czy Christchurch, które mają bardziej zdywersyfikowane gospodarski. Rotorua, uzależnione od międzynarodowych wycieczek autokarowych, straciło znaczącą część działalności. Bay of Islands było cichsze niż mieszkańcy widzieli to od lat.

Rynek krajowy częściowo to zrekompensował, ale nie mógł zastąpić zagranicznych wydatków. Hostele dla backpackerów, uzależnione od ekosystemu wiz dla pracujących urlopowiczów, były szczególnie mocno dotknięte — cała sieć młodych europejskich i brytyjskich podróżnych po prostu zniknęła.

Warto odnotować: schroniska DOC i Wielkie Szlaki przeżywały niezwykłe zjawisko. Nowozelandczycy, którzy nigdy wcześniej nie robili Routeburn ani Milford Track, rezerwowali je po raz pierwszy — z braku innych opcji i z dodatkowym czasem wolnym podczas lockdownów. Wielkie Szlaki przeżyły w 2020 roku krajowy renesans, który wielu operatorów przypisuje rosnącej świadomości lokalsów dotyczącej dziedzictwa przyrodniczego.

Jak naprawdę wyglądał Alert Level 1

Śledzenie kontaktów było aktywne. Aplikacja NZ Covid Tracer była powszechnie używana — kod QR przy wejściu do każdej restauracji, kawiarni i muzeum. Skanowało się wchodząc. To było normalne i nikt nie protestował. Nowa Zelandia przeszła zdecydowanie przez swoją strategię eliminacji, a publiczne przestrzeganie zasad było wystarczająco wysokie, że Level 1 czuło się naprawdę swobodnie — normalny rozkład stolików, bez limitów pojemności, bez maseczek w miejscach publicznych.

To wyraźny kontrast z niemal całą resztą świata w tym samym czasie. Siedzieć w wellingtonskiej kawiarni w sierpniu 2020 roku, bez pleksiglasowych przegródek i bez widocznego lęku, było surrealnym doświadczeniem w kontekście tego, co działo się w Europie.

Tym, czego brakowało, był mieszany międzynarodowy tłum stanowiący normalną tkankę Nowej Zelandii. Hostele były cichsze. Wielojęzyczny gwar queenstown’owego baru — grupy mówiące po francusku, niemiecku, po hebrajsku, japońsku i koreańsku, które normalnie się słyszy — zastąpiło coś, co brzmiało wyłącznie po nowozelandzku.

Co zmieniło się strukturalnie

Niektóre zmiany z 2020 roku przetrwały. NZeTA (New Zealand Electronic Travel Authority) było już w miejscu przed COVID i działało dalej. Opłata dla turystów zagranicznych (IVL) — NZD 35 w tamtym czasie, później podniesiona — była częścią istniejącego systemu wjazdu.

Kilka firm, które zmagało się z trudnościami przez 2020 rok, nie wznowiło działalności, gdy granice w końcu się otworzyły. Sektory gastronomiczny i turystyczny, które przeżyły, zrobiły to dzięki wsparciu dopłat do wynagrodzeń i krajowym wydatkom turystycznym. Część tych firm przebudowała swoją ofertę — bardziej skoncentrowaną na Nowej Zelandii, mniej zorientowaną na rynek międzynarodowy — i to przesunięcie miało trwałe skutki dla niektórych regionalnych gospodarek.

Co to oznacza dla obecnych podróżnych

Okres COVID zakończył się jako praktyczny czynnik podróżny. Granice Nowej Zelandii są w pełni otwarte, system poziomów alertów został wycofany, a kraj powrócił do swojego standardowego profilu odwiedzających. Co 2020 rok ujawnił — niejako przypadkowo — to fakt, że krajowa infrastruktura turystyczna jest doskonała, że Wielkie Szlaki są niedoceniane przez Nowozelandczyków oraz że Queenstown jest lepszym miastem z mniejszą liczbą ludzi.

Ostatni punkt przenosi się przynajmniej na każdą aktualną rozmowę o planowaniu podróży poza sezonem.

Polecane lektury

Opublikowano: